Polska w swojej historii przeżywała szereg narodowych i wolnościowych zrywów. Były one wyrazem sprzeciwu wobec okupujących kraj najeźdźców oraz próbą odzyskania przez Polaków suwerenności. Przykładem takich dążeń do niezależności, które zyskały również poparcie międzynarodowe jest powstanie styczniowe, rozgrywające się na terenie Królestwa Polskiego i części wschodnich kresów dawnej Rzeczypospolitej. W walkę o naszą wolność zaangażowała się duża grupa cudzoziemców, wywodzących się z różnych krajów. Nigdy wcześniej ani później Polska nie otrzymała takiego wsparcia, jak w 1863 roku. Obcokrajowcem, który zasłynął ze swojego bohaterstwa w trakcie powstania styczniowego był włoski oficer Stanisław Bechi (Stanislao de Bechi). Dziś wspominamy 160. rocznicę tragicznej śmierci tej ważnej postaci, która straciła swoje życie na Kujawach.
Stanisław Bechi urodził się 2 czerwca 1828 roku na wyspie Elbie. Pochodził z rodziny o tradycjach wojskowych, gdyż jego ojciec służył w armii samego Napoleona Bonaparte. Mieszkając już we Florencji szkolił się na żołnierza w korpusie kadetów i ukończył ten etap edukacji z wyróżnieniem. Lata 40. XIX wieku były czasem, gdy w Europie rozbrzmiewały nastroje wolnościowe, także wśród Włochów, których kraj do tej pory był podzielony na księstwa będące pod wpływem Cesarstwa Austrackiego. Okres Wiosny Ludów dla Bechiego oznaczał weryfikację jego wojskowych zdolności. Uczestnictwo w ważnych bitwach, w których jako młody żołnierz walczył z Austriakami przyniosły mu rozgłos, a także awans w postaci otrzymania nominacji na stopień podporucznika.
Po zakończonej niepowodzeniem Wiośnie Ludów Bechi znalazł się z powrotem we Florencji, gdzie służył w armii księcia Leopolda II. Od tego czasu zdobył kolejne stopnie wojskowe i z bliska obserwował proces zjednoczenia Włoch, rozłożony na kilkanaście lat.
Jego kariera obfitowała również w kryzysowe momenty, skutkujące nawet karą pozbawienia wolności, ostatecznie złagodzoną na wniosek wybitnego włoskiego polityka, Giuseppe Garibaldiego. W 1863 roku został zmuszony do opuszczenia ojczyzny i wyruszył do Paryża. Będąc już na miejscu spotkał się z przywódcą „Hotelu Lambert”, Władysławem Czartoryskim, który wręczył mu nominację na stopień pułkownika i powierzył mu wsparcie kierownictwa Rządu Narodowego w walce o niepodległość.
Jako dowódca pułku w województwie kaliskim stoczył istotne pojedynki z Rosjanami. Niedługo później wraz ze swoim oddziałem znalazł się na Kujawach Wschodnich, a konkretnie we wsi Bilno koło Kowala. Jego załoga została otoczona przez żołnierzy rosyjskich, a samego Bechiego aresztowano i zawieziono do więzienia we Włocławku. Po siedmiu dniach spędzonych w niewoli usłyszał wyrok skazujący go na śmierć poprzez rozstrzelanie. Jeden z posłów Królestwa Włoch, przebywając w Petersburgu wywalczył u cara Aleksandra II akt łaski dla Bechiego, ale z nieznanych powodów nie poinformowano o tym odpowiedzialnego za wykonanie wyroku oficera. 17 grudnia 1863 roku we wczesnych godzinach porannych Stanisław Bechi został rozstrzelany. Śmierć, jaką poniósł włoski żołnierz wywołała poruszenie także w całej Europie. Dla rządu rosyjskiego sprawa ta była niewygodna, zwlekano więc z przesłaniem rodzinie Bechiego aktu zgonu. Ostatecznie dokonano tego w 1867 roku wskutek działań ze strony króla Włoch, Wiktora Emanuela II.
W 1923 roku władze miasta Florencji przekazały Włocławkowi kopię płaskorzeźby autorstwa Teofila Lenartowicza przedstawiającą śmierć włoskiego pułkownika. Rok później w Parku Miejskim im. Henryka Sienkiewicza odsłonięto pomnik poświęcony pamięci Stanisława Bechiego z wmurowanym odlewem płaskorzeźby. Podczas II wojny światowej monument został zniszczony, lecz płaskorzeźba przetrwała i była przechowywana do lat 60. XX wieku w muzeum do momentu, gdy wykorzystano ją na nowo postawionym pomniku. Aktualnie mieści się on na placu Powstania Styczniowego, nieopodal miejsca, w którym Stanisław Bechi został rozstrzelany. Włocławek oddał również hołd włoskiemu żołnierzowi, nazywając jedną z ulic jego imieniem.
