Śladami Arentowicza

Uszanowanie! Nazywam się Zdzisław Arentowicz i jestem patronem Miejskiej Biblioteki Publicznej we Włocławku.

A właściwie, to nazywam się Zdzisław WALENTY Arentowicz, co chciałbym podkreślić szczególnie dziś, w Walentynki.

Jak wiecie, nazwa święta pochodzi od św. Walentego, który był duchownym, biskupem Nahars, dzisiejszego Terni pod Rzymem oraz lekarzem * – opiekował się chorymi na epilepsję i inne choroby nerwowe. Natomiast jak doszło do tego, że został również patronem zakochanych?

Jedna z legend mówi, że bezpośrednią przyczyną wtrącenia Walentego do więzienia i jego męczeńskiej śmierci było udzielanie ślubów parom pragnącym zawrzeć małżeństwo. Co w tym szczególnego, spytacie. Otóż robił to w tajemnicy i przede wszystkim wbrew zakazowi wystosowanemu przez panującego wówczas cesarza Klaudiusza II Gockiego. Władca ów ubzdurał sobie, że najlepszymi i najbardziej skorymi do wojaczki są żołnierze pozbawieni rodzin i zabronił mężczyznom w wieku od 18 do 37 lat wchodzić w związki małżeńskie. Walenty zignorował edykt cesarza. Wkrótce wszystko wyszło na jaw, a późniejszy święty został stracony. Miało to miejsce około roku 269, podobno właśnie 14 lutego.

Święty Walenty, pod postacią figurki, pojawia się też w jednej z moich książek, w gawędzie „Z dawnego Włocławka”:

„Kończyła się Królewiecka przy Starym Cmentarzu (który był wtedy nowym cmentarzem). Kończyła się w ten sposób, że u jej kresu, równolegle do ul. Zduńskiej (Zdońskiej – w ówczesnej wymowie włocławskiej, lub Cmentarnej), a w poprzek Królewieckiej stał długi drewniany domek. Na tyłach tego domku było już szczere pole. W oddali – daleko, daleko za miastem widać było przy skrzyżowaniu dróg figurę św. Walentego (dziś figura ta stoi przed domem Nr. 3 przy ul. Warszawskiej).” [s. 27]

„Ul. Zduńska zabudowana była tylko z lewej strony (patrząc od Rynku). Za narożnikiem prawej strony, aż do Królewieckiej, szedł ogród. Kilka domków – o czem już wspomniałem – stało po prawej stronie szosy Kowalskiej. Na nich kończyło się już miasto. Dalej rozciągały się pola – szczere, otwarte, aż do granic lasów miejskich. Wznosiła się tylko daleko za miastem figura św. Walentego. A obok niej szedł pustkowiem stary trakt do Dębic, dzisiejsza ulica Starodębska.” [s. 35-36]

Niestety, nikt już nie pamięta jakie były dalsze losy włocławskiego świętego Walentego. A może?… Może ktoś z Was wie coś na ten temat?

Z poważaniem i z prośbą o kontakt
Zdzisław&CO

* Niektóre źródła podają, że biografia św. Walentego łączy w sobie fakty z życia kilku męczenników noszących to samo imię.